[Float-Menu id="1"]

Grzegorz – moje uzależnienie od hazardu

Published by admin on

Mam na imię Grzegorz, Urodziłem się 1997r. w dużym mieście. Jestem jedynakiem, chyba rodzice doszli do wniosku, że więcej takich urwisów nie dadzą rady wychować . Mówię to teraz trochę z żartem, ponieważ jako dziecko byłem bardzo spokojnym, cichym oraz nie sprawiającym większych problemów dzieckiem. Moją pierwszą przygodę zacząłem dość szybko, ponieważ mój tata kiedy miałem 3 lata dostał propozycje pracy zagranicą i poleciałem z rodzicami. Po roku pobytu zagranicą wróciłem już z nawet dobrym angielskim. 

Przyszedł czas na przedszkole. Przedszkole do którego uczęszczałem było niedaleko mojego domu, mniej więcej ok 5 min spacerem. Bardzo chciałem do niego chodzić, ponieważ od zawsze lubiłem grać w piłkę z kolegami. Oddawałem się cały, zawsze tej grze. Czułem radość kiedy strzelałem gole, a moja drużyna wygrywała. 

Do szkoły podstawowej poszedłem już małym bagażem doświadczenia ze sportem oraz pierwszymi znajomościami. Miałem kilku kolegów i jednego przyjaciela. Było mi łatwiej na start. Bardzo dobrze się uczyłem, lata mijały a pasek i dyplomy gościły zawsze na moim świadectwie. Miałem dużo znajomości, moi rodzice byli bardzo ze mnie zadowoleni. 

W gimnazjum trafiłem do lepszej klasy, byłem bardzo z siebie zadowolony, ponieważ bardzo mi zależało aby wyjść z klasy rejonowej. Poznałem nowe osoby, jednak przez całe trzy lata już nie odczuwałem za dużej satysfakcji z nauki. Nie lubiłem się uczyć, uprawiałem różne sporty. Chodziłem często na unihokeja oraz siatkówkę. W obu tych sportach udało się zdobyć wicemistrzostwa, jeździliśmy często na zawody. W nauce robiły mi się zaległości, zacząłem coraz częściej chorować. Zostawałem tygodniami w domu. Rodzice się denerwowali, że to moja wina. 

– Grzegorz, nie dbasz o zdrowie. Chodzisz bez czapki, to na pewno przez to. 

Wkurzałem się, ponieważ moi rówieśnicy, aż tak często nie byli przeziębieni i często się podśmiechiwali, że zwyczajnie ściemniam. Byłem na to bezsilny. Często brałem antybiotyki, zostawałem w domu. Nuda brała górę, a ja kombinowałem jak sobie zorganizować czas. Wtedy poznałem pokera. Przesiadywałem godzinami przed komputerem ucząc się po łebkach. Przez internet poznałem wiele osób. Przesiadywałem codziennie po szkole na portalu. Byliśmy jak rodzina pomimo, że nikt nie znał się w realu. Byłem dla nich kimś ważnym, wygrywałem często i pożyczałem wtedy wirtualną gotówkę, którą później sprzedawaliśmy na czarnym rynku za prawdziwe pieniądze . Czułem się często szczęśliwy, ze mogę mieć własne pieniądze i móc kupić sobie jakieś lepsze buty i imponować w szkole. Tak przeleciały mi 3 lata gimnazjum. 

Liceum było dla mnie zderzeniem z czymś nowym. Czymś czego jeszcze nie znałem. Poznałem masę nowych znajomych, ponieważ zmieniłem szkołę. Zacząłem chodzić na imprezy, pić alkohol, palić papierosy, spróbowałem pierwszy raz trawkę. Myślałem, że to jest właśnie to czego potrzebuje. Już nie zależało mi w ogóle na nauce. Liczyły się imprezy, co tydzień wychodziłem na miasto. Chodziliśmy po pubach, alkohol się lał strumieniami. Wracaliśmy do szkoły w poniedziałek i każdy się śmiał z akcji jakie odwalił na „lufie”. Rodzice nie byli zadowoleni, ciągle się kłóciliśmy, że słabo się uczę, że muszą się za mnie wstydzić przed nauczycielami. Wybrałem wtedy imprezy i beztroskie życie. Moje relacje z rodzicami wtedy mocno się ochłodziły. Wolałem spędzać czas ze znajomymi, a gdy już siedziałem w domu zamykałem się w pokoju i grałem na laptopie w pokera. 

Szkołę średnią zakończyłem ze słabymi ocenami, ale maturę udało mi się zdać, to był mój mały sukces ze względu na to ile tak faktycznie poświeciłem czasu na naukę. W szkolę średniej również zacząłem grać na bukmacherce. Wtedy każdy z moich kolegów z klasy grał. Po szkole obstawialiśmy mecze, aby czas szybciej leciał po szkole. Czasami zdarzało się wygrać jakąś kasę i była to kasa która pozwalała zaszaleć w weekend na mieście. 

Po liceum, postanowiłem, że pójdę do pracy, a naukę będę kontynuował zaocznie. Rodzice bardzo na to nalegali, chociaż ja nie do końca byłem przekonany czy chce studiować. Wybrałem kompletnie nieprzemyślany kierunek. I faktycznie, tak jak szybko zacząłem tak po 3 miesiącach już wiedziałem, że to nie jest to co chce robić w życiu. Rzuciłem studia, ponieważ przeszkadzało mi to, że w weekend po całym tygodniu pracy ja muszę odpuszczać imprezy. Tłumaczyłem sobie, że musze jeszcze dorosnąć do tego co tak naprawdę chce robić. Weekendy się zwolniły. Miałem więcej wolnego czasu, więcej pieniędzy zarabiałem i automatycznie więcej przeznaczałem na swoją rozrywkę. 

Moją rozrywką była bukmacherka czyli czarna dama z którą nie mogłem się rozstać już od liceum. Drugą swoją wypłatę w pracy przegrałem kilka dni po jej otrzymaniu. Byłem wtedy załamany. Poszukałem rozwiązań i szybko znalazłem ofertę z banku i zaciągnąłem rok linie. Kwota wynosiła 7000zł. Bardzo się cieszyłem, że mam tyle kasy w tak młodym wieku, nigdy w życiu nie dysponowałem taką sumą! Super, teraz stać mnie na wszystko, kupie telefon, pojadę na wakacje no i oczywiście będę miał znowu na granie. Miesiące uciekały, a mój dług rósł. Teraz mogę powiedzieć, że te 7000zt głównie poszło na moją bukmacherkę i moje uzależnienie. Wtedy pierwszy raz zwróciłem się do mojego ojca po pomoc. Przyznałem się, że przegrałem całą kasę. Było mi bardzo wstyd czułem się bardzo źle. Moje poczucie wartości spadało po każdej dużej porażce. Tata zdecydował się mi pomóc, powiedział, że przeleje mi 7000zł abym nie musiał płacić odsetek. 

Wróciłem na studia, w końcu wiedziałem co chce robić. Połączyłem naukę z pracą, czułem że znalazłem w końcu to co mi się podoba. Dobra passa trwała, los mi sprzyjał, szybko zapomniałem o porażkach, które mnie spotkały na bukmacherce. Katastrofa wisiała już w powietrzu. Miałem wizje, że szybko odkuje się z tej pożyczki, wyjdę na plus spłacę kasę u ojca i swoje należności w banku. Jednak rzeczywistość była inna, po kilku wygranych kuponach po 2 tygodniach dopadła mnie zła passa i cała pomoc od ojca stała się faktem przegranej. To był bardzo trudny okres w życiu dla mnie, nie potrafiłem sobie spojrzeć w lustro, były dla mnie to ogromne straty. Dla chłopaka, który ma niecałe 20 lat i 14tys kredytu to był szok. W głowie przewijały mi się myśli-Jak ja to spłacę? Jak ja mam się przyznać?, Straciłem kompletnie zaufanie ojca” „Może warto ze sobą skończyć?”. Zacząłem często zapijać swoje smutki, moje relacje towarzyskie znacząco się pogorszyły a ja już nie czułem powoli satysfakcji z życia. 

Nie miałem odwagi się przyznać rodzicom do swoich porażek. Bałem się konsekwencji. Postanowiłem im wtedy tego nie mówić. Po jakimś czasie zaczęli się martwić, że coraz częściej wracam kompletnie pijany aż kiedyś w końcu przyznałem się mojej mamie. Strasznie wtedy mi było wstyd. Mama była załamana a ja wiedziałem już wtedy że mam problem z hazardem. Obiecałem, że już nigdy, że już nigdy nie obstawie żadnego meczu. 

Po kilku miesiącach wziąłem następny kredyt. Nie dawałem sobie rady finansowo, nie zostawało mi nic na życie, nie widziałem innego rozwiązania. Nie chciałem’ się przyznawać przed ojcem, że przegrałem jego kasę. Spłacałem mu co miesiąc tysiąc złotych więc nie wiedział o tym, że jest u mnie bardzo źle.

Byłem w bardzo złym stanie psychicznym a swój nastrój starałem się poprawiać alkoholem aby o tym wszystkim zapomnieć. Kredyt był dla mnie nowymi możliwościami, znowu miałem kasę na koncie, dług wynosił już 30 tysięcy. Spłaciłem tatę, dowiedział się w końcu prawdy. Nie wiedziałem co dalej robić. Wiedziałem, już wtedy że to co robię może mnie doprowadzić do katastrofy. Całą swoją frustracje zacząłem wylewać na swoich bliskich. Kompletnie nie widziałem już powoli sensu pracy, nie miałem motywacji do zarabiania pieniędzy bo i tak długi rosły. 

Kluczowy moment nadszedł. Udało mi się skonsolidować kredyt, był on wzięty na ojca, ponieważ ja nie miałem nawet zdolności kredytowej. Powoli zaczynałem nabierać powietrze w płuca, zacząłem widzieć satysfakcje z każdego dnia. Nie trwało to jednak długo, ponieważ po dwóch miesiącach znów zacząłem grać. Ciągłe myślenie o pieniądzach kompletnie mnie zagubiło w rzeczywistości. Bóg dla mnie kompletnie nie istniał. Moim Bogiem od dłuższego czasu był hajs. To wokół niego skupiało się moje myślenie. Strasznie się tym denerwowałem, ponieważ miałem spaczoną rzeczywistość. Pojawiły się lęki. Przecież takie życie dalej nie ma sensu. 

W efekcie takiego życia trafiłem do Skórzewa na miesięczną terapię leczenia uzależnień i mam bardzo dużą nadzieję, że to co się tutaj dowiedziałem o swojej chorobie hazardowej pozwoli mi od nowa zacząć pisać książkę. Tym razem z rozdziałami wolnymi od używek psychoaktywnych oraz wolnych od hazardu i mojej „czarnej damy”-bukmacherki.

Grzegorz – Hazardzista